Intrygujące, odważne, czasem na granicy dobrego smaku – projektanci perfum nie ustają w staraniach, by stale nas zaskakiwać. Usiądźcie wygodnie i przygotujcie się na mocne wrażenia. Przedstawiamy kolejną część najdziwniejszych zapachów, jakie możecie spotkać na półce w drogerii.

1. Stilton – pleśniowy ser

Obok sera pleśniowego nie da się przejść obojętnie – można go kochać lub wręcz przeciwnie. Wszystko za sprawą jego charakterystycznego zapachu. Niektórzy jednak upodobali go sobie tak bardzo, że… sami postanowili nim pachnieć. Stilton to perfumy o zapachu sera z niebieskim nalotem. Wydają się Wam dziwnym pomysłem? Zobaczcie inne szalone projekty branży perfumiarskiej.

2. Wode – tajemnicza cykuta

Jak pachnie cykuta? Chyba nikt z nas nie chciałby się o tym przekonać A jednak znaleźli się śmiałkowie, którzy truciznę chcą przetestować dosłownie na własnej skórze. Geza Schoen stworzył perfumy o nazwie Wode, które są propozycją wyłącznie dla osób o mocnych nerwach. Sam zapach jest nie mniej kontrowersyjny niż jego kampania reklamowa. Tajemnicze i budzące niepokój zdjęcia przedstawiają młodą kobietę oblaną niebieską cieczą.

3. Eclat HempEmpire Cannabis – niezłe ziółko

Marka Kush wzbogaciła rynek perfumiarski o swoje najnowsze dzieło – flakonik perfum o zapachu marihuany. Uprzedzając pytania, powstały one wyłącznie z substancji w pełni legalnych. Nieustające debaty o potencjalnej szkodliwości i ewentualnej legalizacji „trawki” są dla nich świetną reklamą. Zakazany owoc podobno smakuje najlepiej, musi więc też dobrze pachnieć.

4. Odeur 71 – zapach pracoholika

Cicha i spokojna posadka w biurze – kto o takiej nie marzy? Niektórzy tęsknią za nią nawet wtedy, gdy wracają do domu. Dla prawdziwych przodowników pracy mamy odpowiednie perfumy – Odeur 71 marki Comme de Garçons. Pachną atramentem, tonerem do drukarki oraz kurzem na monitorze komputera. Każdy pracownik miesiąca z pewnością chciałby dostać taki prezent.

5. A New Perfume – coś się nie klei

Kolejne perfumowe szaleństwo to zapach A New Perfume zamknięty w buteleczce z logo Comme des Garçons. Po rozpyleniu pachną podobno jak… butapren. To zapach co najmniej ekstremalny, choć niektórzy uważają, że działa też pobudzająco i jest niezwykle świeży. Przyznamy, że trudno nam w to uwierzyć. W czym więc tkwi ich fenomen? Z pewnością niełatwo się od nich oderwać.

6. Jeux de Peau – francuska bagietka

A teraz dla odmiany coś smakowitego – chrupiąca bagietka. Zawsze świeża i pachnąca. Gdzie taką kupić? Oczywiście w piekarni. Jeśli jednak jesteś na diecie i unikasz węglowodanów, szukaj jej aromatu w drogerii. Na jego stworzenie wpadł oczywiście jeden z francuskich kreatorów perfum – Serge Lutens. Według niektórych zapach Jeux de Peau pachnie bardziej jak tost posmarowany masełkiem. Tak czy owak, smakowita propozycja.

7. I love les carottes – What's up doc?

Pozostańmy na chwilę przy kulinarnych inspiracjach. Marchewka – podobno najlepiej smakuje prosto z ogródka, choć i na gorąco jest wyśmienita. Jemy marchewkowe desery, pijemy soki, dlaczego więc nie spróbować perfum? Marka Honore des Press zadała sobie to samo pytanie już w 2010 roku. Na domysłach się jednak nie skończyło. Niedługo potem ich repertuar powiększył się bowiem o zapach I love les carottes, inspirowany oczywiście świeżą i chrupiącą marchewką.

8. Lobster – morski zwierz

Demeter to marka, która specjalizuje się w nietypowych zapach. Jedną z ich propozycji są perfumy o nazwie Lobster (ang. homar). Ich twórcy nie pozostawili nam zbyt wiele miejsca na domysły – pachną zupełnie jak morski skorupiak. To idealna propozycja dla osób, które nie lubią kupować w ciemno. W tym wypadku wystarczy, że przejdziemy się do sklepu, w którym sprzedawane są żywe homary. Jedno pociągnięcie nosem wystarczy, by sprawdzić, czy jest to zapach dla nas.

9. Eau flirt – tak pachnie flirt

Harvey Price to rodzinna firma założona przez dwóch braci. Panowie postanowili zapewne dopomóc wszystkim samotnym i stworzyli zapach Eau flirt, który ma pomóc w randkowaniu. Spróbować nie zaszkodzi, choć my wolimy wierzyć w urok osobisty.

10. Coś na ząb

Propozycję marki Swallowable Parfum możemy nazwać perfumami przyszłości. Przede wszystkim dlatego, że nie ma ich jeszcze w sprzedaży. Poza tym z tradycyjnymi perfumami mają niewiele wspólnego. To zapachy w postaci jadalnych pigułek, które mają zmienić aromat potu. Wystarczy połknąć tabletkę, by pachnieć… w sumie nie wiadomo jak. Według zapewnień ich twórców każdy z nas będzie wydzielał inny zapach, z pewnością lepszy niż przed zażyciem pigułki. Odważycie się?

Jak widać branża perfumiarska to nie tylko fiołki i magnolie. Choć niektóre zapachy wydają nam się absurdalne, to z pewnością są wśród nas także ich zwolennicy. Jak wiemy, potrzeba jest matką wynalazków, nawet tych w najdziwniejszej formie.